Jedna krotka rozmowa sprawiła, że inaczej spojrzałam na samotne matki...
To nie tak, że tego nie wiedziałam, nie to że o tym nie myślałam, że nie czułam podświadomie że tak jest, ale... Chyba nie docierało to do mnie zbyt wyraźnie.
O czym mówię?
W sobotnie popołudnie spotkałam znajomego. Męża, ojca dwójki dzieci. Takiego, jakich wielu - zapracowanego, zabieganego, zatroskanego o kolejny dzień.
Zapytałam co słychać, jak żyje. Opowiadał pokrótce:
o tym, że niewiele się u nas zarabia,
o tym że trudno utrzymać dom i rodzinę,
o tym, że brakuje mu czasu na zwyczajne pobycie z bliskimi,
o tym, że dzieci chorują i trzeba na leki, ale trzeba też brać wolne w pracy by się nimi zająć,
że przedszkole i szkoła kosztują,
że nastolatek to wyzwanie, które niekiedy go przerasta,
itd.itp.
Takie normalne, codzienne troski rodzica. Na koniec natomiast powiedział tak:
"Wiesz... Mama wychowała mnie i siostrę sama. Każdego dnia musiała myśleć jak związać koniec z końcem i jak nas utrzymać, ale jednocześnie musiała dbać o to, byśmy wyrośli na ludzi.

Ile jest samotnych mam, które mimo przeciwności losu, mimo trudności, mimo zmęczenia, rozpaczy i braku wsparcia, każdego dnia na nowo stają do walki o dziś? O przetrwanie i lepszą przyszłość dla siebie i swoich dzieci?
To bohaterki naszych czasów. Wielkie kobiety, choć często niedoceniane i niezauważane.
To Wy. Każda z osobna. Możecie być z siebie dumne. Jesteście wspaniałe. I Wasze dzieci to wiedzą!
Miło się to czyta...daje nadzieje,że to co robimy ma sens pozdrawiam ciepło
OdpowiedzUsuńMa! Nigdy nie pozwól sobie myśleć inaczej! Nigdy!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie :)